Prezydent demokracja Polska niepodległość wolne wybory wolność
     
Dano w Warszawie, w listopadzie 2019 roku
     
Aktualizacja: 10 marca 2020
WYBIERZ PREZYDENTA .PL

SIEDEM PROSTYCH KROKÓW - JAK WYBRAĆ DOBREGO PREZYDENTA?

(krótki praktyczny poradnik z wprowadzeniem na piśmie)

     
 

Szanowni Państwo!

Każdy czasem w życiu staje w obliczu konieczności wyboru jakiegoś prezydenta. Niekiedy nawet stajemy w obliczu oblicza obliczania korzyści płynących z tego wyboru, a to już nie przelewki. Wybór prezydenta to ważna decyzja, dotyczy przecież nie tylko samego ego wyborcy i wybieranego ego, ale, może najbardziej, całego ego otoczenia. Pozwólcie Państwo przeto, że przedstawimy kilka śmiałych sugestii, które mogą być pomocne ku wspomożeniu wahających się w tak ważkiej chwili. Uwagi te, jak się zdaje, można równie dobrze stosować przy wyborze dowolnego kierownika, dyrektora, szefa, współpracownika... Z wyborem teściówki każdy zainteresowany musi się już zmierzyć według innych praw ;).

Tak więc zatem, bezsprzecznie niezależnie, czy chodzi o prezydenta klubu motocyklowego, prezydenta miasta, prezydenta wsi, prezydenta Państwa ulubionego wysypiska śmieci, prezydenta prezydentów, czy nawet i PREZDĘTA - lepszy jest lepszy prezydent, niż gorszy prezydent. 

Proszę łaskawie zwrócić uwagę, iż różne się trafiają kandyndantury kandyndające do miana. Szczególnie nigdy nie wiadomo, kto, kiedy za skoczy i skąd w kroczy na scenę. Czy jest kryształowo uczciwy, niczym jaki żyrandol, czy ma piękną kartę rowerową, czy dopiero co wyszedł z kryminału, czy właśnie się tam wybiera, bo według prawa wielokrotnym przestępcą jest, a chciałby uniknąć odsiadki, licząc na durniów, którzy go wybronią, bo są durniami i nie wiedzą, że on według prawa jest przestępcą… Nie jest to oczywiste, kto i czym za uroczy. Słowem - sprawa nie jest taka prosta, jak niektórym okrągłowym się zdawa zakrawa.

Warto każdego kandydata poznać przynajmniej w ogólnym zarysie, dowiedzieć się, jaki był, jaki się już pokazał, co złamał, czy skłamał, co zrobił, co powiedział, czego nie powiedział, kogo lubi, a kto lubi jego; szczególnie dotyczy to każdej osoby ludzkiej, która jest, lub była kiędykolwiek wciągnięta na członka przez jakiękolwiek partię polityczną. Od znajomości, choćby pobieżnej, tych szczegółów zależy, czy wybór jest świadomy, a więc dobry, czy jest nieświadomy, a więc głupi, jak wciąż bardzo często się niestety zderza. Dlatego zważcie i zauważcie Państwo, co jest NAPRAWDĘ WAŻNE (do przyswojenia treści wymagany iloraz inteligencji powyżej wartości 25):

- PO PIERWSZE i najważniejsze z wszystkich ważności: NIE WYBIERAJ CHAMA (o ile pojawi się taki kandydat). Cham to zawsze cham, nawet, jeśli ma wygadane na wszystko i bajtlować potrafi niezgorzej; szkoda gadać. Może mieć tę siłę przebicia, najgrubsze pokłady steropianu przeniknie jednym dźgnięciem czknięciem jaźwy, lecz cóż... był chamem i będzie chamem, tak wychowali w chałupie i wszystko. Z chamem nie ma z kim i o czym, z chamem nie podyskutujemy o sprawach społecznych, światopoglądowych, ludzkich. Z chamem trzeba po chamsku, a kulturalne Państwo nie ma w tym zakresie wprawy, ni chęci, nieprawdaż? Od chama gorszy jest tylko cham cyniczny, takiego to już naprawdę łatwo rozpoznać, szczególnie, że tylko w jednym, całkowicie zabagnionym smrodowisku występuje takie owactwo... Z takiego kandydata nic dobrego nie wyniknie.

- PO DRUGIE - nie wybieraj ZŁODZIEJA  i/lub BANDYTA (o ile pojawi się taki kandydat). Złodziej to ktoś, kto czyni niedobre, czyli zło dzieje paskudne sieje. Bandyt - to złodziej, tylko do potęgi kwadratu. Nie wybieraj kandydata, który ma za kamratów różnych, choćby i a szczególnie kryształowo uczciwych, kamratów, bandytów, oszustów, sutenerów, burdelu właścicieli, gwałcicieli dziecięcych umysłów, gwałcicieli dziecięcych odbytów, kradziejów publicznych środków, witających się jowialnie z wytatuotytłanymi szwabachą wolontaruskimi karkami bijącymi w oczy uczciwością etc. Względnie właśnie takich siakich owakich wymienionych powyżej wychwala wniebogłosy pod samą powałę, szczerzy paszczękę, podaje nogę I renkę, pozezuje do selficzka z elementem, a także wymachiwa głośno domagiwa się, aby te  owe osoby ludzkie podłe gały silnemu obowiązkowemu u rzędowemu szacunku w każdym kierunku rynsztokunku. Bandyt ponadto, prócz posiadania znajomych kryminalistów za bliskich towarzyszy, potrafi jeszcze gorzej: na przykład posłusznie klepnąć wydany odgórnie rozkaz i wybrać takich swoich znajomiutkich np. do Krajowej Rady Sadowniczej (gdzie będą szkodzić sadownictwu, majstrując przy przepisach o pryskaniu po owocach ich poznacie). Albo i jeszcze gorzej może być: stać go na przykład, aby uniżenie posłusznie zgodnie z wydanymi pilnymi rozkazami jakichś osłów wyglansować śmieciarza i szambiarkę do Trybunału Konstrukcyjnego, gdzie, jak wiadomo, szczególne zasługi są potrzebne konstrukcyjne, a nie przebywanie w otoczeniu wszelkiego śmiecia i odchodów... Daruj sobie, z takiego kandydata nic dobrego nie wyniknie.

- PO TRZECIE - nie wybieraj NOTORYCZNEGO KŁAMCY i/lub SPARANOIZOWANEGO MITOMANA (o ile pojawi się taki kandydat). Kłamca jest oczywiście także oszustem i złodziejem, bo kłamiąc oszukuje, a więc także sieje zło dzieje. Jeżeli - dajmy na to tamto - ktoś się pomyli, ale zrozumie swoje błędy i wypaczenia, przeprosi szczerze i zmieni swój sposób działania i wyrażania - to nie ma sprawy. Raz, drugi... no, może do trzech razów knutem sztuka. Ale jeżeli taki owaki kłamie ustawicznie łamie słowo to i owo, a nawet motorycznie czuje, że notorycznie łże, jak cztery małże (pies niemałże także to potrafi, o ile trafi), mitologizuje z automatu, konfabuluje histerycznie, relatywizuje swoich kamratów - to potraktujcie go odpowiednio przydurnie przy urnie. Na równej równi potraktuj służalczego polizywacza mitologicznych debilizmów, który - dla pieniąszków, wiadomo, ale zgrabnie udając przed samym sobą, że głąboko wiaruje w te bzdety - lansuje paranoizmy na prawo i lewo, na przykład prowadząc zidiociałe programiki telewizoryczne, podpierając się w tym religiancką filozofiką z odległej chałupy rodem... Z takiego kandydata nic dobrego nie wyniknie, nie.

- PO CZWARTE - nie wybieraj IDIOTY i/lub UMYSŁOWEGO POZORANTA (o ile pojawi się taki kandydat). Idiota to taka osoba ludzka, która teoretycznie posiada umysłowość teoretyczną (za to całkiem praktycznie często szczerzy się nerwowo). Umysłowość pozorną posiada, czy nie posiada... wiadomo, że nie używa - i to się liczy. Na przykład: to tu to tam wisi i powiewa flaga, a ona (ta osoba ludzka) twierdzi, że to szmata u-niej-na tym jest. Albo, na inny przykład: mówi, że będzie wstawać z czegoś tam, a nie tylko nie wstaje, ale nawet mu nie staje materii. Identycznie, jak tej krawcowej krajowej, co kraje kraje, i to nawet biorąc pod uwagę, że nie wstaje, bo już niedługo całkiem długo będzie siedzieć. Z takiego kandydata także nic dobrego nie wyniknie.

- PO PIĄTE: nie wybieraj CYNICZNEGO POPULISTY (o ile pojawi się taki kandydat). Nie zaptaszaj kogoś, kto obiecuje gruszki na sośnie, albo dynie w kosodrzewinie, rozpaczliwie tę ofertę kierując wyłącznie do najniżej rozgarniętego plebsu, chuliganów, bandytów i kamratów, pośród zniszczonych ideologicznie i/lub religijnie potwornie uroczystych matołów bez jednego kompletnego ze stawu (z sadzawki) zwojuf muzgowyh, wśród swojskiej, gumofilczej powiatowości, wśród lojalniutkiej kolesiowości, wiedząc, że normalni, przyzwoici, wykształceni ludzie z rozwiniętą świadomością nigdy na niego nie zagłosują, bo nie ma takiej możliwości - już tylko z powodu bycia w stanie takiego zaparcia i poszukiwania tak woniejących kręgów poparcia. Warto być przyzwoitym, warto być uczciwym, warto stawiać na mądrych, chociaż takich jest garstka w kopopulacji... Z kandydata, który jawnie i ostentacyjnie cznia te zacne prawdy - doprawdy nic dobrego nie wyniknie.

- PO SZÓSTE - nie wybieraj KONFABULANCKIEGO KONFORMISTY i/lub INDYFERENTNEGO OPORTUNISTY (o ile pojawi się taki kandydat). Nie stawiaj na kogoś, kto w miejscu, gdzie uczciwi i skromni ludzie mają kręgosłup, on ma cuś takie gumowe miętkie, kto sumienie ma czyste, gdyż prawie nieużywane, kto, jak ameba w pełnych brązowej masy krytycznej rurach kanalizacyjnych, płynie tam, gdzie wieją wiatry gastryczne jakichś pompomnikowych mętorów i ałtorytetrycznych kąbinerów, gdzie ogłuszająco szumią szumowiny... Na takiego bowiem wystarczy umiejętne podejście lobbatorów i smrodowiska politycznego: kapkę posłodzić w łapkę, “docenić” głąboką umysłowość, pochwalić “roztropność” i rozeznanie “słusznej” sprawy “wielkiej” wagi, a jak trzeba - to i huknąć, tupnąć, nastraszyć, że się do piaskownicy zabroni - a już uszy po sobie foliuje, czkliwie pochlipuje i karnie wykonuje prace zlecone. Z takiego kandydata na pewno nic a nic dobrego nie wyniknie.

- PO SIÓDME i równie szczególnie istotne - nie wybieraj nikogo, kto legitymuje się publicznie więcej, niż jednym z powyższych obarczeń i zwichrowań (o ile pojawi się taki kandydat). Wnioskujemy prawidłowo: z takiego kandydata oczywiście nic dobrego nie wyniknie - tym bardziej, im bardziej jest umoczony, wykręcony, obarczony, zwichrowany. I tyle.

I jeszcze jedno wżne: czasem się zdarza, że urzędująca osoba ludzka poczuje misję do tego stopnia, że chce kontynuować zarabianie pieniążków na tym stanowisku. Wówczas wybierający stają przed dylematem, czy na stołku posadzić kogoś innego, a poprzednika posadzić na dwadzieścia lat do lochu, czy pozwolić mu jeszcze pourzędować, bo nowi kandydaci nie rokują. Co wtedy robić? Otóż istnieje generalna zasada, która pozwala dość trafnie i szybko odróżnić uczciwego i porządnego człowieka od skończonego chama, wsioka, buraka, złodzieja oszusta populisty i politycznego bandyty, i, ewentualnie, wesołego (hy, hy...) głupka. Zasada owa mówi, że trzeba posłuchać, co taki ubiegający się o powtórkę na stołku mówi ZARAZ PO pierwszych wyborach i porównać to z tym, co mówi PRZED kolejnymi. Jeżeli są to te same słowa, to mamy do czynienia ze spoko-gościem, uczciwym i z dobrymi intencjami. Jeżeli te przekazy się różnią, to przeciwnie, kandydat jest populistą i politycznym bandytą tym większym, im większa odległość między propagandowymi bełkotami. Proste, nie?

***

Szanowni Państwo, to już koniec naszego poradniczka odnośnie itd. Pozostajemy w wielkiej nadziei, że znajdziecie w sobie tę moc, aby ZA KAŻDYM RAZEM dokonać WŁAŚCIWEGO wyboru i wasz nowy wybraniec nie będzie niegodnym pomiotem i czkającą poczwarą, niuchającą za pieniąszkami i poniżaniem innych, której się wszystko należy, bo. Bo i po co sobie tak zasierać żywot? Miejsce chamów jest w chamiarni, poza przestrzenią publiczną i miejscem życia porządnych, ciężko pracujących ludzi.

Na zakończenie proponujemy zachęcamy do lektury zapisu rozmowy z pewnym człowiekiem, na interesująco zbieżny temat - tuż obok. 

 

 

Czym jest demokracja?

Rozmowa z pewnym człowiekiem.

 

Redakcja: Dzień Dobry, Pewny Człowiecze! 

Pewny Człowiek: Dzień Dobry, Redakcjo!

R: Porozmawiajmy o poglądach na temat demokracji. Mówimy: “wybory demokratyczne”. Czym tak naprawdę jest owa demokracja, której używamy podczas wyboru?

PC: Demokracja jest kongenialnym wynalazkiem, dzięki któremu cała postępowa ludzkość może w pełni radować się w zupełni legalniutkimi rządami (=żądaniami) bandytów, złodziei, cyniczno-pazernych oszustów, kmiotów, pogardliwych chamów, gumofilców, idiotów i wszelkiego innego tałatajstwa, pod jednym, jedynym, jedyniutkim warunkiem: że ich wybór zostanie ogłoszony przez Państwową Komisję Wyborczą. Zaś jedyną “karą” za bandyctwo, złodziejstwa, oszustwa i gumofilstwo tych chamów jest ryzyko, że - po kilku latach i nagrabieniu olbrzymich, niewyobrażalnych dla zwykłych ludzi pieniędzy i korzyści - uprawniony organ ogłosi, że nie zostali wybrani na następną kadencję złodziejowania. Nie przewidziano także żadnych sankcji dla milionów faktycznych sprawców: tych, którzy własną głupotą, a może i wrodzonym chuligaństwem głosując na takich-owakich pozwalają im bezkarnie bandytować, grabić i rżnąć całą populację. Czyli ta owa demokracja to coś, co w “majestacie” prawa z najbardziej odrażającej niegospodarnej kradziejskości, niebotycznie nepotycznej kamratności, połecznej awansowości gumofilczej wsiokowatości, słowem - współudziału w zbrodni unicestwiania społeczeństwa - czyni “najważniejszy” obywatelski, mało że, patriotyczny obowiązek… Korzyści unoszą złodzieje, o ile zostali wybrani, tracą wybierający, o ile wybrali złodziei. Oczywiście - ku (wywodzącemu się z dotkliwego braku zwojów umysłowych) zdumieniu ogromnej części elektoratury - ta owa demokracja nigdzie i nigdy nie zabrania wyboru ludzi uczciwych, mądrych, wrażliwych, nietkniętych ideologicznym i religijnym matołectwem, kompetentnych, sumiennych, sprzyjających rozwojowi… Nie, nie zabrania. Wolno szybko wybierać też również uczciwych i mądrych. Zaskoczeni? Ręce opadają? Często słyszymy, że cieszymy się demokracją… Cieszymy się? Żeby się czymś naprawdę cieszyć, najwygodniej, najtaniej i najlepiej to mieć. A cóż to jest, ta ciesząca nas demokracja? Czy my ją faktycznie posiadamy? Na czym ona polega? Zastanówmy się nad tym chwilkę. W rzeczywistości sprawa jest całkiem prosta: my posiadamy mamy dysponujemy nasz, krajowej produkcji, “polski model demokracji”, analogicznie do innych “polskich modeli” różnych wynalazków współczesnej cywilizacji. Niektórzy inni nazywają to DEMOKRATURĄ. Ja wolę prościej i bardziej przejrzyście: KRETYNOKRACJA. Każdy i mondry i diota może równie dobrze. I tak, fundamentem i ostoją naszego modelu “demokracji” jest ludowo-demokratyczna sól ziemi... tej ziemi. Lud pracujący miast powiatowych i okolicznych wsi silnie uwielbia “demokrację”, miłuje ją, rozumie ją, stosuje ją, korzysta ją, pochwala ją, poważa ją, uważa ją. Nasza “demokracja” jest z gruntu, dogłębnie, że tak powiem, umocowana ludowo. Zupełnie, jak ludowo-demokratyczna była, jest i będzie republika Ronga-Ronga.

R: Chyba miał Pan na myśli Rongo-Rongo?

PC: Rongo-rongo to je lásky vyznanie à la à propos par excellence bajo-bongo w takim urzędowym pismaniu se na Wielkanoc. Szanowna Redakcjo, uprasza się o niekompromitowanie się.

R: A, no tego… faktycznie, he, he, taka gra przysłów omyłkowa… Ale wracając do, prêt-à-porter demokracji - jak to wszystko działa?

PC: Działanie “demokracji” jest w pełni zrozumiałe dla każdego, kto potrafi użyć mózgu w dedykowanym celu. Jak wszyscy dobrze wiemy, niestety, ku rozpaczy chrApaczy, ludzie mądrzy, wykształceni i świadomi w populacji na ogół stanowią mniejszość, ale, w zależności od geograficzności, czasem jest to mniejszość zatrważająco znikomo minimalna. Nas to także dotyczy zwłaszcza. Ta nasza krajowo-ludowo-narodowa wersja “demokracji”, której do krwi ostatniej bronić będą ci, którzy na tym procederze pasą się zawodowo, polega na tym, iż każdy może sobie, o tak o, siup! zagłosować, waga każdego głosu, krzyżyka w kratce, w sensie, jest identyczna, zaś większość ludzi nie jest mądra, zatem nie głosuje mądrze, czyli korzystnie dla tych owych takich owakich kuwakich, którzy się pasą. 

R: Ale ludzie mają swoją “wewnętrzną” mądrość!

PC: Serio? I czym się ona niby manifestuje? Uzewnętrznia się jakoś, czy, perfekcyjnie zakonspirowana, drzemie spokojnie, nieniepokojona żadnymi frasunkami? Proponuję tani eksperyment społeczny: wylosujmy tysiąc numerów PESEL i sprawdźmy, obliczmy, podsumujmy osiągnięcia, dokonania sukcesy właścicieli, podzielmy wszystko przez liczbę respondentów. Statystyka nie kłamie, dlatego wielu cwańszych, niż ładniejszych szczerze jej nienawidzi. Wystarczy spojrzeć, ile dobrowolnie prokurowanych nieszczęść i wykwitającej głupoty obserwujemy wokoło. Wieczna rozrywka zamiast kwadransa nauki, alkohol, narkotyki, używki, ryzyko, ignorancja, pycha, chamstwo, wsiurstwo, zadufanie, prostactwo, kulturstwo, gromadne podziwianie popisów krajowych miszczuf ligowych plus ośmiopak w zamrażałce/tipsy do łokcia i wieczne, rytualne "kawki" z wypoziomowanymi psiapsiółkami, głupawe seriale, kretyńskie portale społecznościowe, obowiązkowe familijne konferencje "nałkowe" w formie grilla od promila do promila, inne czasokradacze, chęć łatwego wzbogacenia się kosztem czyjejś ciężkiej pracy i rozwoju, przemożne i uprzywilejowane używanie siły, zamiast rozumu... Bilans jest, żeby to jakoś eufemistycznie ująć, mało reprezentacyjny oraz silnie skorelowany z ilorazem sprytności. Owszem, niektórzy mają “mądrość” - to ci, którzy są w mniejszości. A reszta nie myśli, nie pamięta, nie wie o tym, że za darmo - to nawet w gębę nie zawsze uda się dostać, a co tam dopiero darmowe obiady... I tak owa statystyczna większość bryluje-głosuje radośnie na tych, którzy więcej i natrętniej obiecują, że zrobią im dobrze, bez względu na realia i koszta. Nie “zrobią”, “dokonają”, wywiążą się”, ale wystarczy, że “obiecają”. A potem “obiektywne trudności” staną na nieusuwalnej przeszkodzie, jak zwykle. I wychodzi jak zwykle. Miało być, a wyszło, że nie wyszło. Jak zwykle.

R: To chyba przesada, z tym defetyzmem...

PC: Jak to przytomnie, a retorycznie pytał pewien krajowy polityk: “jak można chcieć żyć w ustroju, w którym dwóch meneli spod budki z piwem ma dwa głosy, a profesor na uniwersytecie ma jeden?” A co dopiero w ustroju, w którym w “święcie demokracji”, przeciw jednemu głosowi profesora, jednemu inżyniera, jednemu aktora oddanych jest dwieście, dwa tysiące, albo dwadzieścia tysięcy odgłosów mędrości ludowej powiatowego luda, który, statystycznie, przez ostatnie dziesięć lat nie przeczytał żadnej książki, kultura wysoka i zarazem ambitna muzyka jest mu całkowicie nieobca, bo na dyskotekę we młynie po schodach się wchodzi, a bitna faza jest na każdej imprezie, historię zna, tylko nie jest pewien, przez jakie “ch”, z narzędzi precyzyjnych perfekcyjnie posługuje się widłami, ambitnie aspiruje do dokładki ryżu do posiadanej miski, nigdy nie był w teatrze, a w barze, albo pod sklepem jest codziennie, zna języki: często i swobodnie na nich przebywa, szybko ukończył filogeologię swojskomowy, zaczym i nam i im ponuje znajomością siedmiuset słów, czyli niewiele więcej, niż delfiny, przy czym doskonale pływa tylko po alkoholu, a każdy kolejny dzień jego życia wyglądać będzie tak samo, jak każdy poprzedni… Ja nie oskarżam, ja stwierdzam statystyczny stan faktyczny. Zdajmy sobie pomału sprawę, jak sprawy leżą, jeśli chcemy o tym rozmawiać i cokolwiek dźwigać z posad Świata.

R: Hm… Fakt, słabo to wygląda… Co tedy robić?

PC: No raczej, że słabo, a jak ma wyglądać, ja się pytam? To poważny dylemat: w miejscach i sytuacjach, gdzie potrzebne jest profesjonalne, precyzyjne działanie i bezpieczne osiągnięcie skomplikowanego, wymagającego celu, połączone z dużym ryzykiem dla wielu ludzi - na przykład w lecącym samolocie pasażerskim, lub na statku wycieczkowym - nie ma demokracji. Co więcej - nikt przy zdrowych zmysłach nigdy nie protestuje, wszyscy traktują tę sytuację z pełnym zrozumieniem, jako zupełnie oczywistą i karnie podporządkowują się wszelkim poleceniom wyszkolonej i zorganizowanej załogi, pod której czułą opieką się znajdują. Wyobraźmy sobie sytuację, że pięć minut po starcie z lotniska samolot nabiera wysokości, a pasażerowie głosują - demokratycznie, oczywiście - gdzie polecimy, na jakiej wysokości i czy aby ster, gwarantujący szczęście i dostatek całej postępowej ludzkości, spoczywa we właściwych rękach... Wszystkie loty, rejsy, kursy na świecie kończyły by się oczywiście huczną katastrofą. Pewnie tu padnie płytki, populistyczny i zupełnie idiotyczny zarzut, że to pachnie dyktaturą... Padnie?

R: Yyy... Janek Wiśniewski padł, ale zarzut? Bo my wiemy... Może i trochę to pachnie dyktaturą. Przecież nie wolno ludziom narzucać siłą i gwałtem, gdzie chcą lecieć, albo płynąć?

PC: No nie, nie wierzę... I Ty, Brutusie?.. Dobra, wracamy do przedszkola: dyktatura różni się od sytuacji pasażera na statku tym, że pasażer kupuje bilet, czyli płaci za usługę z konsekwencjami jego ochrony prawnej, a robi to DOBROWOLNIE, nikt go nie więzi i nie przymusza, wiadomo, kiedy rejs się zakończy, a "na zewnątrz" panują znacznie bardziej od regulaminu znaczące przepisy i potężniejsze instytucje, chroniące finalnie pasażera przed ewentualnym widzijejsię załogi. Wystarczy? A w "demokracji" ludzie nie mogą "nie wsiąść" do tego kosmolotu. Wszyscy tu rodzą się podczas rejsu, co więcej - są siłą i gwałtem zaokrętowani, a jeśli ktoś chce wysiadać - to robi się z niego kanalię, bandytę, przestępcę podatkowego, anarchistę, wyrzutka, renegata, wroga publicznego, terrorystę, kto nie jest z nami... etc. Zwróćmy uwagę: o uczciwym układzie mówimy, kiedy dana osoba - PRZED PRZYSTĄPIENIEM - zna pełne warunki i ma możliwość decyzji, a reguły nie zmieniają się w czasie zabawy bez możliwości jej przerwania. Proszę mi uprzejmie wskazać takie miejsce w naszym kraju, albo jakiekolwiek miejsce na naszej ukochanej skądinąd planecie, choćby jeden metr kwadratowy, gdzie można stanąć i ogłosić: "odczepcie się ode mnie, a ja nic od was nie chcę". No, śmiało, tu mamy atlas, na której stronie otworzyć?

R: Eeee... yyy... no... tego, chyba... może na Księżycu?

PC: Ano właśnie, może na Księżycu. Na Księżycu jest kilka mórz, ale "może" nie bardzo... Zresztą, tam już też rabują grunta i "sprzedają" działki, więc Księżyc nie jest chyba najlepszym miejscem. Może na Słońcu? O, to może być hit (śmiech). Nie mówię, żeby podzielić kraj na dwie części, niekoniecznie równe, chociaż tak naprawdę to była by jedyna uczciwa droga... Proszę zwrócić uwagę: do kiedy istniał tzw. Dziki Zachód (i Dziki Wschód) - warunek uczciwego wyboru był, w dużym stopniu, spełniony. Obserwowano wówczas co rusz i wielokrotnie manifesty prawdziwego, demokratycznego wyboru prawdziwej wolności w jedynie słusznym kierunku: autentycznego, nieskażonego “prawdziwymi wartościami”, “szlachetnym dziedzictwem” i “zdobyczami cywilizacji” anturażu. Środowiska surowego, trudnego, ale pięknego i zrozumiałego, wśród społeczności rządzących się uniwersalnymi prawidłami współżycia. Te ucieczki od “wartości” i “dziedzictwa” miały miejsce tylko w jedną stronę… w jedną stronę. Jeśli udało się schwytać i usidlić kogoś z tej “wolnej” strony - błyskawicznie czezł i marniał, napojony tym, co instytucjonalny Zachód miał do zaoferowania: alkoholem i nienawistną pogardą do ludzkości. Dziś zapewne uciekła by połowa populacji, gdyby tylko było gdzie uciec. Na Antarktydę, czy na Słońce - to nie jest uczciwy układ. Uczciwy układ byłby, gdyby ten “dziki” Zachód utrzymać i nie wymordować go bestialsko, jak to uczyniły tryskające swojejszą moralnością Małego Kałego różne ‘dumne nacje’ w imię “jedynie słusznych” osiągnięć chrześcijańskiej cywilizacji: chciwości, pychy, chuligaństwa, prostactwa, umiłowania bandyckiego gwałtu...

R: Eee… czyli, że, niby ludzie nie chcą łykać pakietu wszystkich tych dobrodziejnych darów katolickiej cywilizacji miłości?

PC: Swoją drogą, dopiero by się okazało, ilu jest chętnych do anulowania pakietu i strząśnięcia bandyterujących pasożytów? Może by tak wyszło jakoś przypadkiem, że ci wybitni towarzysze tatusiowie opiekunowie obywateli ze swoimi ‘wartościami’ pakietami zostaną w swojej malutkiej przestrzeni zupełnie sami, a na ogrodzeniu tej enklawki, z wielu linii kolczastego drutu, z drugiej strony, ktoś powiesi tablicę informacyjną z napisem "Zakład Karny o Najwyższym Możliwym Rygorze".

Nie postuluję, żeby fizycznie dzielić kraj na obszary dla "państwowców" i "anarchistów", ale jakiś rodzaj ważonego bezpiecznika i "wyborczej skrzyni biegów" powinien być... Inaczej czekają nas coraz bardziej ogarniające, twarde rządy przedstawicieli dobrze pasujących do swojej pauperes spiritu ludowo-demokratycznej ogromniewiększości. Większości przygniatającej liczebnie, ale nie poziomem świadomości, można doprecyzować: górującej oddolnie. Większości ledwie-podstawowo-uczonej, o rolniczo-robotniczo-chłopsko-swojskiej mentalności. Rządy przestwawicieli na adekwatnym do przyrodzonego elektoratu poziomie, zatrważających ignorantów, bełkoczących nieustannie o jakichś objawieniach, obficie uwalanych partyjnym lubrykantem, napuchniętych propagandą sukcesu, zawistnych, malutkich i małostkowych, kontra homeopatyczna reprezentacja wybranych przez ludzi wykształconych, mądrych, przejętych losem kraju, zdolnych do konstruktywnego działania... O ile w ogóle ordynacja łaskawie pozwoli, bo nie da się posadzić w parlamencie ułamka człowieka, jeśli ma być żywy i działać dla dobra. Albo w te, albo nie. Bo po prostej równi pochyłej, i to mocno pochyłej, to się realizuje, do tego to zmierza. "Demokracja" nie zawiera żadnego obiektywnego, wymiernego bezpiecznika przed wtargnięciem oszustów, populistów, idiotów, złodziejących, korytochapaczy, podsiebienagarniaczy, którzy za "procent" od nagarniętego mogą się spokojnie i bezkarnie mościć na państwowych synekurach. Tymczasem jedynym funkcjonującym obecnie, legalnym i "uświęconym" przez chytreńkich umacniaczy trwałości tego ustroju zabezpieczeniem jest WYŁĄCZNIE umysłowy poziom i moralność wyborców. Efekty doskonale znamy i nadzwyczaj ostro dostrzegamy.

R: Ale dlaczego ludzie, jak twierdzisz, Pewny Człowiecze, wybierają tak, jak wybierają?

PC: Nie wiem i wiem jednocześnie (śmiech). No, przecież to jest oczywiste: a jak mają wybierać inaczej, skoro brak im wiedzy, nie znają faktów, zarówno historycznych, jak i współczesnych, nie ma motywacji, świadomości i przekonania, że można coś naprawdę zmienić? Coś się stało ze społeczeństwem przez te parę lat, coś uschło, coś narosło i jest, jak jest. Dlaczego dziś ludzie pozwalają sobie wchodzić na głowę i nie chce im się zawalczyć o swoje, własne, opłacone, odebrane? O edukację, przede wszystkim, a potem o całą tę resztę. Moja Świetnej Pamięci Babcia-ateistka (notabene mawiała też, że "każdy Człowiek rodzi się ateistą, to jedyny normalny stan umysłu") nieraz powtarzała w poirytowaniu: "jeśli nie potrafisz - nie pchaj się, chamie niemyty, na afisz!". Co oznacza dokładnie tyle, że w ramach elementarnej uczciwości i minimalnej kindersztuby nikt, kto nie ma kierunkowego, branżowego wykształcenia (a to ciut więcej, niż szwagier w garażu przy czwartej "małpce" może przekazać) NIE MA MORALNEGO PRAWA zajmować się odpłatnie danym tematem! "Odpłatnie", wyjaśnijmy masowo niedouczonym masom, oznacza zaś tyle, co "pobierawszy za to apanaże", bez żadnego związku z biegłością, fachowością, czyli profesjonalizmem. Taka uczciwość, której tak dojmująco brakuje w programie nauczania już od pierwszej klasy podstawówki, naturalnie nie do zaakceptowania dla wielu, oczywiście oznaczałaby w pierwszej chwili 99 procent wakatów na wysokich stanowiskach państwowych, a w dalszej kolejności objęcie ich przez ludzi wykształconych, przygotowanych i powołanych intelektualnie do sprawowania tego typu ważnych funkcji.

R: Powtórzymy interpelację: co robić w tej sytuacji?

PC: Co z tym robić? DOMAGAĆ SIĘ tego, co się po prostu należy bez żadnych kompleksów i krępacji! Wykształcenia na wysokim, merytorycznym poziomie, kształtowania obywatelskiego, dostępu do Prawdy, rzetelnych faktów... Jak już wskazywałem, to oczywiście kwestia wychowania, a dokładniej - tego pierwiastka, który leży w zakresie obowiązków państwowych: ludzie POWINNI BYĆ W SZKOLE WYCHOWYWANI I PRZYGOTOWANI do tego, aby od państwa PRZEDE WSZYSTKIM WYMAGAĆ tego, co państwo im w ramach swoich opłaconych obowiązków jest winne. Siłą pobrało odebrało pieniążki, to ma się wywiązać i grzecznie dać skontrolować, a nie kontr-trollować. Porypaństwo się zakrada, nie o to chodziło, do kroćset fur beczek!.. Trzeba pomału coraz szybciej państwo brać za twarz i w ryzy, bo inaczej państwo - i każda reprezentująca je osoba ludzka - się nie nauczy i nie zrozuma, gdzie jego/jej miejsce w szeregu. Ale, aby wymagać, trzeba mieć Świadomość. A tę Świadomość kto ma zaszczepić? Pielęgniarka w zabiegowym? Niby jak, skoro polikwidowali gabinety, bo BRAKUJE STU TYSIĘCY PIELĘGNIAREK - czyli tyle, ile etatów jest w całej polskiej policji, a w przyszłym roku 40 procent tych dzielnych, pracujących ponad ludzkie możliwości Pań ma odejść na emeryturę, bo średnia wieku coś pod 52 lata… Więc kto zaszczepi Świadomość? Może nauczyciele, w uznaniu docenienia poświęcenia? Śmiechu warte fantazje… To jest oczywiście jak najbardziej na rękę określonym czynnikom. Czy Państwo już chwytają, dlaczego tu wygląda, jak wygląda?

R: Świadomość… słowo-klucz?

PC: Nawet słowo-wytrych. Wielu go używa, ale niewielu się przyznaje, a już na pewno mało kto wie, jak działa. Państwo ma jedną rolę, do której jest powołane: UNIŻENIE I SKWAPLIWIE SŁUŻYĆ OBYWATELOWI, który siłą i gwałtem SŁONO ZA TO ZAPŁACIŁ Z GÓRY. Który urzędnik tego nie kuma, nie rozuma, nie chyta - temu się po prostu należy pełna i dogłębna RESOCJALIZACJA na własny jego prywatny koszt. Państwo ma jakiś tam obowiązek służyć ludziom, bo bardzo wygórowaną opłatę za te usługi ściąga przymusowo. Samo się w tę pułapkę wpędziło - jacy wpędzacze, taki efekt. I teraz państwo przebywa w określonym miejscu, gdzie panuje Wielka Ciemność, bo mało światła dochodzi, i to tylko czasem dochodzi, kiedy dochodzi do regulacji ciśnienia gazowego z przemiany materii na zewnątrz... Obowiązek obywatela kończy się na opłacie - tego dokładnie państwo chciało i to dokładnie ma, chociaż, rzecz jasna, próbuje wyszarpnąć bardzo więcej. A bardzo rozległe obowiązki państwa, którego koszta własne przekraczają dochody i odchody, nie są obywatelom odpowiednio gorliwie świadczone i świadomie rozliczane, bo obywatelom brak wykształcenia w zakresie świadomości, rachunkowości, pomyślunkowości… Trójkątura prostokąta, czy jakoś tak. Każdy kij ma dwa końce, chyba, że ma trzy, zależy, jak się go trzy ma. Albo wygoda, albo taniość. Ale TEGO kija, jak niektórzy imbecyle by bardzo chcieli, nie wolno chwytać z drugiego końca. Jest tylko jeden WŁAŚCIWY koniec: ten koniec. O czym trzeba obywateli pilnie uświadamiać. Obywatele muszą to wreszcie pojąć i nauczyć się wymagać dobrej jakości usług, za które słono, pieprznie i twardo płacą. A kij mocno trzymać, nie odstawiać z byle powodu, bo w każdej chwili może być nagle potrzebny. I rozglądać się czujnie. Lepszy kij w garści, niż suteren na dachu, bo, jak mówi stare, feudalne przysłowie, które zna każdy feudał: "lepszy suweren w garści, niż rubel nada chu***". Suweren - to kiedyś była taka moneta, ale dziś... Coś Wam świta? Wypuszczenie tego konara ze spracowanych rąk może wypuszczającego naprawdę drogo kosztować. To takie obywatelskie ubezpieczenie cywilne od następstw nieszczęśliwych wypadków wyborczych.

R: A obywatele nie wymagają?

PC: Wymagają, owszem, ale szokowej terapii utraconej pewności siebie, końskiego zastrzyku asertywności, permanentnego kontaktu z Prawdą i wszelkiego innego ratunku zbiorowej osobowości (śmiech). Przed naszą skrzypiącą drezyną Dziejowa Zwrotnica. Albo ktoś wyskoczy w biegu i zdoła, zdąży przestawić wajchę w górę, albo pojedziemy wstecz. Tertium non datur. Wybór należy do każdego, kto może wybierać. Z tego właśnie powodu apeluję do wszystkich, którzy chcą, aby RZECZYWIŚCIE żyło się lepiej, bezpieczniej i wygodniej: uniknijcie popierania kandydata, który doprowadzi do ostatecznego upadku i całkowitego nieszczęścia, czyli degrengolady zupełnej i definitywnej. Stańcie na wysokości tego zadania. Ów egzamin jest trudny, ale rozwiązanie paradoksalnie łatwe. WYSTARCZY WYBRAĆ DOBRZE!

R: Dziękując za dobre słowo żegnamy się serdecznie i trzymamy ręce na pulsie!

PC: Tak jest, wszystkie ręce na pulsie! Zatem - Dzień Dobry i Dobranoc, Polsko! I do zobaczenia w Lepszym Świecie!

 

Aneksik:

Kwestia wpływu otoczenia i wychowania na umysłową kondolencję danej osoby ludzkiej

A co ze środowiskiem i otoczeniem kandydata? Zwróć najbaczniejszą uwagę, zdobądź informacje, przekonaj się samodzielnie - kto wychowywał kandydata, z jakiego środowiska się kandydat wywodzi, oraz kim najchętniej otacza się kandydat.

Jak każde dziecko wie - wychowanie ma ogromne znaczenie i wpływ na dalsze życie umysłowe kandydata. Jeżeli kandydat nie ukrywa pilnie strzeże tajemniczo tych informacji, sprawdź, kto wychowywał kandydata? Tatuś, mamusia kandydata, ciocia, babcia, pani w spodniach, pan w sukience, pan w sukience w towarzystwie innych panów w sukienkach, pan w sukience w towarzystwie innych młodych panów w sukienkach, Pinky-Minky? Sprawdź, jakie ewentualne umysłowe obciążenia czynników wychowawczych mogły zniszczyć zdemolować osobowość kandydata? Chodzi W SZCZEGÓLNOŚCI o choroby umysłowe czynników wychowawczych, również te nie zdiagnozowane, ale mocno manifestowane publicznie. Na przykład publicznie manifestowana wiara w zielone Krasnoludki (jak wiadomo, legalna i niewywołująca przymusowych skutków psychiatrycznych jest jedynie wiara w Krasnoludki o właściwym odcieniu widmowym czerwieni - powyżej 700nm), albo np. głośno deklarowana wiara w wymyślone w okresie od 219397 do dokładnie 3017 lat temu przez pustynnych analfabetów nadprzyrodzone bzdety i diotyzmy (jak wiadomo, legalna i niewywołująca skutków psychiatrycznych, a nawet w pełni państwowotwórcza jest jedynie wiara w wymyślone po tej dacie przez pustynnych analfabetów nadprzyrodzone bzdety i diotyzmy). 

Jeżeli ponadto zaobserwujesz, że kandydat chętnie i łatwo zawiera nowe znajomości i poszerza kręgi wśród durniów, chamów, gumofilców, prostaków, wsioków, idiotów, bęcwałów, matołów, debili, przestępców, oszustów, wyłudzaczy środków CHigienicznych (zwłaszcza VATY), bandytów, bandytów gwałcicieli dzieci, bandytów ukrywających gwałcicieli dzieci i tym podobne matoły i/lub kanalie - weź pod uwagę, że TO NIE JEST ŻADEN PRZYPADEK. To wynika z wewnętrznego ssania umysłowego swój do swego, będzie się to tylko rozpędzać i puchnąć, a taki wybraniec dopiero da popalić każdemu, kto wejdzie mu w drogę z pretensjami o umysłowe konsekwencje. Zwróć także uwagę na umysłowe zachowanie kandydata w różnych okolicznościach: czy na przykład nie rechocze nerwowo, albo nie uśmiecha się głupkowato (ani tym bardziej mądrowato!) przy każdej prawie okazji, kiedy zmuszony jest rozmawiać z normalnymi ludźmi? W tej delikatnej materii każde podejrzenie powinno być interpretowane szybko i zdecydowanie na niekorzyść podejrzanego o umysłowe uchybienia, lub nielicującą nerwowość z powodu matactwa; znacznie lepiej nie powoływać matołka na stołka, niż go siłą i zabiegami ubezwłasnowolniać potem młotem.

Słowem: nie wybieraj kandydata, nie stawiaj na idywidółum, o którym śmiało i bez filozofistyczno-kabalistycznych ogródek można i trzeba powiedzieć, iż  jest "nienachalnie rozwinięty umysłowo". Raczej prosto z mostu i zupełnie szczerze waląc wprost należy pilnie uzmysłowić powiatowej ludności wyborczej, że 'nienachalnie rowinięty umysłowo' to eufemizm, który oznacza po prostu matoła do potęgi pięty, albo nawet i kolanka. Umysłowo niewydolny, chociaż uwazeliniony i zdolnie podolny kandydant będzie źródłem sromu i hańby, zamiast godnie reprezentować. To wie każde małe niemolestowane religijnie seksualnie dziecko. Wystrzegaj się jak ognia piekielnego kandydata nienachalnie umysłowego i/lub nachalnie zwijającego swoje nieliczne zwoje umysłowe!  

[[początek dygresji]]

Tu dygresyjna przestroga się ciśnie pod ciśnieniem:

Zważże, obywatelu, iż niektóry kandydający, z czystej i jaskrawej chęci prześcigu co pomniej wybitnych prętędętów, otaczają się chętno i bez nijakiego skrępowania towarzyszami doradzaczkami, najczęściej zaledwie ćwierćmózgowo wydolnymi, ale partyjnie zasłużonymi-wybitnymi-kryształowymi-ótrzciwymi, że aż błyszczy i wonieje partyjną brązowonią na znaczne odległości taki jeden z drugą padrugą papugą. Podobnie, jeśli chodzi o lizusów, polizusów, sługusów, posługusów, służalczych, przypłaszczonych urzędasów zawsze i wszędzie na baczność, z gębami pełnymi ślinotoczonej piany oburzenia na tych onych szkalujących oraz brązowego słodu do słodzenia swojego ludzkiego pana, indukowanego strachem o utratę posadki i żywotną nadzieją na dalszą możliwość polizywania tego czegoś ciepłego miękkiego. Czytelnym sygnałem, jak się zachować w czasie wyboru (zawsze najlepiej być przyzwoitym!), jest także pilna obserwacja zachowania porządnych i normalnych osób w otoczeniu i środowisku kandydata: jak się odnoszą i w którą stronę się przemieszczają: pchają się drzwiami, oknami i podkopami do kandydata, piejąc pieśni pochwalno-mętalne, czy też z przerażeniem na obliczu oddalaja się pośpiesznie, czyniąc znak koła na czole.

Zwróć zatem baczną uwagę, jakimi ludzkimi osobami i innymi takimi owakimi owakami otoczakami otacza się kandyndająca osobliwość. Przyjrzyj się trzeźwo i ze zrozumieniem, kogo wyznacza na swoich doradców: czy aby są to mądrzy, skromni i uczciwi ludzie, jak np. profesor Ryszard Bugaj*, czy raczej spotkasz tam wielu skończonych idiotów, czy też nawet kilku idiotów nieskończonych? 

_____________________

*Panie Profesorze, prosimy o wybaczenie, bo wierzymy głęboko w Pańską niewyczerpaną zaiste wyrozumiałość - pomimo całego wysiłku i tych mozolnych kilkudziesięciu lat kształcenia - nie potrafimy odnaleźć innych adekwatniejszych sformuowań tytularnych, choć rozumiemy, iż te obecne mogą narażać Pana na pewien disco-mfort ;).

[[koniec dygresji]]

I baczże, obywatelu, pilnie - co też taki klakierująco-polizujący tow. "doradzaczek" doradza na głos publicznie medialnie: że każdy złożony problem należy wnikliwie i wielostronnie analizować i szeroko konsultować, że nie ma prostych i natychmiastowych rozwiązań w skali społeczeństwa, czy też raczej emituje głąbokie mędrości, że "człowiek jest czasem nawet bardzo omylny, ale akurat my się nie mylimy"? I może jeszcze i to, że li i jedynie te owe elemęta z odmęta swojego jego 'naroda' są jedynowybitnie nieomylnie nieomylne, które oddadzą co tam są zdolne oddać na jedynie słusznie wymaŻonego kandydata? Na marginesie życia (politycznego) dodajemy, iż nie chcielibyśmy przebywać osmologicznie w jego tego kandydata pobliżu podczas wzmiankowanego procesu oddawania.

A może też również w bliskim otoczeniu kandydata znajdują się twierdzący ujadająco bez żadnego trybu umysłowego, iż głosujący na konkurencję ichniego kandydata są kretynami? Że wyborcy, którzy nie poparli jedynie słusznego kandydata nie mają ludzkiego prawa do właściwej, trzeźwej oceny i nie widzą, co się dzieje, nie dadzą rady rozeznać, czy jedynie słuszny kandydat jest kretynem i matołem, czy uczciwym, spokojnym i mądrym człowiekiem o Racjonalnym, niepoChamowanym religijnie światopoglądzie? A jeśli idioci doradzający kandydatowi zapewniają umysłowo, że ceny rosną, chociaż każdy normalnie myślący widzi wyraźnie, że lecą na łeb, na szyję, na manowce? A jeżeli są tam kretyni, którzy upierają się, że firma w piwnicy posiada zapasy siarki na 180 lat, chociaż wszyscy świetnie orientują się, że poprzedni derektor podpisał pakt z Panem Luckiem i na jedno pyknięcie dostawy siarki prosto z fabryki mamy zapewnione do końca świata i nawet jeden dzień dłużej? A co, jeżeli są w otoczeniu kandydata tacy maniacy, co twierdzą z mocną mocą, iż umysłowe odgarnianie sobie smrodkowym, pożółkłym paluchem umysłowego włosa z ucha w pewnym oddaleniu od umysłu nie jest gestem bardzo parlamętarnym i umysłowo adekwatnym do swojego wychowania z chałupy wsiowej zanieczyszconego do miasta, w którym się pierwszy raz dłużej (nie na przesiadkę na PKS w Kieleckie) przebywa? Tu już komentarz wymaga wyższych kwalifikacji, niż nasze sięgają. Może jakieś wybitne umysły podejmą temat i skomentują, bo my się poddajemy do dymisji ;).

Zorientuj się dobrze, jakich ubiegający się kandydat doradzaczy i mędrali wybiera sobie za umiłowane towarzystwo, w którym chętniutko przebywa na okrągło i się nim chwali, bo z tymi osobnikami będziesz obcować w przypadku wypadku wygrania wyborów przez "gospodarza" tych umysłowych pasożytów. 

Jeszcze taka uwaga: w zasadzie nie wypada brać pod uwagę powierzchowności i/lub aparycji przy ocenie kandydata i jego otoczenia. Z łatwą łatwością da się jednak obronić funkcjonalne twierdzenie, że istnieją graniczne przypadki osób ludzkich, które są doskonałym przykładem wyjątku od tej zacnej reguły i z zupełnym spokojem sumienia można, a nawet bezwzględnie trzeba ten drażliwy czynnik z zakresu genetyfizjognomii brać pod uwagę. W takich sytuacjach doprawdy nie sposób uwolnić się od natrętnie prześladującej myśli o jakimś rodzaju przenikliwej intuicji prezentowanej przez Ezechia Marco Lombroso.

Zorientuj się równie dobrze, jakie wybitno-przebitne zalety posiada ten ów jedynie słuszny kandydat. Nawet jeśli posiada aż tyle atutów, jeśli posiada nawet czerwieniejącą łatwo ze swej natury małżowinę i kurkę już dorosłą (może nawet inne ptactwo, nawet trzodę, nawet trachtór), a także parę trochę wsiurską, to nie trać rewolucyjnej czujności, bo to jeszcze wcale nie musi oznaczać umysłowej zdolności do objęcia derektorstwa wymiany rury od kibla, a też również innych czynności wymagających angaży umysłowych. Bierz to nieustannie pod rozwagę!

Weź też również pod rozwagę, jaka sytuacja panuje w przedsiębiorstwie, bądź organizacji, która wystawia danego kandydata. Wiadomo: dobre zarządzanie i dobra organizacja to sukces zadaniowy, niskie koszta utrzymania, a przede wszystkim uznanie klienteli i konkurencji. Warto i temu aspektu się przyjrzeć wnikliwiej. Nawet pozornie nieistotne szczegóły mogą rzucać światło, czy organizacja, lub firma radzi sobie z przyziemnymi problemami, a więc czy może myśleć o zadaniach złożonych i skomplikowanych. Już od drzwi może nas coś zaskoczyć. 

Nie lekceważ oczywistej oczywistości: choroby umysłowe (niezdiagnozowane, ale manifestowane) otoczenia i środowiska kandydata również powinny podlegać krytycznej ocenie przed aktem wyborczym. Zachowaj najwyższą ostrożność wyborczą, jeżeli, w otoczeniu kandydata obserwujesz znaczną liczbę osób umysłowo nieporadnych, niewydolnych, albo wręcz demonstrujących ciężkie umysłowe obrażenia Zdrowego Rozsądku - taki wybraniec będzie bez wątpienia emanacją swojego otoczenia i środowiska. Księga przysłów narodowego narodu powiada: Niedaleko pada jajko od śliwki w kompot!  

Zupełnie poważną, absolutnie konieczną do wzięcia pod uwagę okolicznością będzie także krytyczna sytuacja, kiedy kumple z roboty, albo organizacji umysłowej pomiatają swoim kolegą-kandydatem. Podłożą mu nogę, psią kupę do teczki podrzucą, kartkę "DUREŃ" na plecach nalepią, poklepując po nich protekcjonalnie... albo długopis klejem wysmarują. Albo w HR wsadzą pogrzebacz: podmienią współpracownika, znienawidzonego podwładnego zrobią kimś mocno ważnym w gabinecie na wyższym pięterku... Klapa od klopa i szlus. I amen.

Trzeba sobie jasno zdać sprawę, że pomiatanie i rechotanie jest w zasadzie nieodwracalne, o ile pomiatany delikwent nie przedzieżgnie się któregoś dnia w Captaina Americę, albo - chociażby - w Kaptajna Garwolina. Jeżeli nic się nie zmieni, to zmieni się tylko jedno i to na gorsze: intensywność i częstość pomiatania. A przecież - nie oszukujmy się infantylnie ;) - najczęściej mamy do czynienia z osobami ludzkimi, o których z zupełnie spokojnie możemy bez żadnej omyłki, z pewną pewnością stwierdzić, że już NIE STANĄ SIĘ KAPITANAM, bo dotychczas raczej wynosili kubły z odpadkami i po prostu nie da rady i nie.

Pomiatanie kandydatem jest bardzo niebezpieczne i świadczy o dwóch rzeczach: kandydat nie posiada umysłowości, która pozwala przekonać do siebie ludzi oraz nie potrafi zadbać o swoją godność, albo raczej NIE CHCE tego robić, bo piniążki utaci... Druga rzecz, to fakt, że taki pomiatany kandydat nie będzie miał żadnego oparcia w pomiatających kumplach, co jest oczywiste i zrozumiałe samo przez się. Te poważne obciążenia uniemożliwiają całkowicie takiemu delikwentowi pełnienie czegokolwiek i gdziekolwiek. Nawet na ciecia nie powinien kandydować, no co w końcu, kurczę blade!

Każdy prezydent potrzebuje współpracowników, bo samodzielnie i własnoręcznie może najwyżej tam i najwyżej tyle załatwić, gdzie i po co król chodzi piechotą załatwić. To zastępcy, pracownicy i pomocnicy stanowią o sukcesie w pracy i misji prezydenta. Wybiera ich sam prezydent ze swojego środowiska i kręgów kumpli, krewnych i znajomych, a więc muszą oni także spełniać kryteria, które myślisz stosować do samego kandydata. Wyciągnij właściwe wnioski, jeżeli w tym gronie rozpoznasz (po efektach i działaniach) idiotów, matołów, wsioków, buraków, przestępców, kryminalistów, nadużywaczy zaufania i przekroczaczy uprawnień skazanych na więzienie etc. Poważnym sygnałem ostrzegawczym, iż kandydat nie spełni pokładanych oczekiwań umysłowych, będzie na przykład sytuacja, gdy jego kumple z firmy (również chamy, palanty matoły i idioci) zatrudniają (z łapanki na wiosce w krainie dysko-polo) ciecia, który, co prawda w gustownej, buraczkowej kominiarce na jaźwie, ale NAWET NA TRZEŹWO nie radzi sobie z odemknięciem bramy, sześć razy próbuje płot wyłamać, zanim się jorgnie, że brama jest obok. Lub kmioty z gospodarczego zatrudniają wsiowego szoferaka (który dotąd jedynie gnój woził taczką i podwórka nie opuszczał na dłużej) do wożenia prezesa limuzyną (he, he), a on zatrzaskuje się w kiblu bez kluczyków i wali w spodnie ze strachu, a na zmianę drugich nie ma. Albo skretyniali kumple z zakładu pracy chronionej zatrudniają (bez sprawdzania) chama złodzieja, którego dają do pilnowania głównego chlewa z najbardziej kosztochłonnymi świniami, a on tymczasem jest rezydentem szajki rabującej północnokoreańskie rowery. Albo umiłowani umysłowo koledzy kandydata z powiatowej organizacji umysłowej biorą na głównego księgowego swojego kumpla-cwaniaczka, który od lat spokojniutko prowadzi biznes ze złodziejami i kryminalnymi gnojkami, o czym huczy na mieście (najbliższym, choć wcale nie tak na wyciągnięcie ręki), a potem jeszcze poprawiają i lepsze fuchy mu dają, za większe piniędze i fajnie jest.

Miej pełną świadomość, iż ewentualny umysłowy rozpad i degrengolada przyzwoitości oraz, żeby to jakoś zgrabnie wyrazić całościowo - BURACZYSTOŚĆ środowiska kandydata daje pełną i nieograniczoną gwarancję, że fakt ten będzie zupełnie i całkowicie determinował i określał całokształt działań kogoś z takiego środowiska wybranego. Cał - ko - wi - cie. Wicie, rozumicie.

Weź pod uwagę także i ten nie bez znaczenia socjologiczny czynnik: wychowanie przez chorobliwie psychicznie obciążone środowisko, wieloletnie otaczanie przez idiotów, chamów, wsioków, złodziei, gumofilców, paranoików, gwałcicieli i kryminalistów oraz ciągłe posiadanie kompletnych matołów i zidiociałych paranoików za doradców, a także perspektywa nieuchronnej dłuuugiej odsiadki za grzechy i zaniedbania z tymi sytuacjami związane - to wszystko, prócz oczywistego paraliżowania wszelkich realnych pozytywnych działań, prowadzi oczywiście do rozpadu osobowości, rozpaczy, skrajnego przygnębienia i depresji. Jak tu żyć i pracować w takich okolicznościach? A co przez resztę życia ludzie powiedzą i czy choć nogę podadzą? Kto w takim położeniu może i będzie zdolny uczynić cokolwiek sensownego dla swojej wsi, miasta, firmy, klubu, wysypiska? Taki kandydat jest z góry i z dołu skazany na psychiczną implozję i musi zostać już zawczasu uznany za całkowicie niezdolnego do pełnienia JAKICHKOLWIEK SENSOWNYCH FUNKCJI. I tak go właśnie traktuj, jeśli wolno tu coś zasugerować.

Nie zapominaj stojąc przed urną ani na chwilę, iż pewnych decyzji i wydarzeń nie można w prosty sposób odwrócić, nawet zamykając do więzienia na dożywotni, słuszny i pożądany tam pobyt sprawców nieszczęść i bandydyzmów, niszczących otoczenie i ład społeczno-przestrzenny. Ważne jest, aby pojąć w mig, iż TRZEBA MYŚLEĆ ZAWCZASU i PRZED, zamiast ŻAŁOWAĆ PO. Bo tak jest lepiej, taniej, prościej. Nie jest to aż takie potwornie koszmarnie trudne, jak się wielu przez całe religijnie zmarnowane życie wydawało.

 

*****


     
 
 
Twoja ostatnia wizyta na stronie: